piątek, 14 marca 2014

Część 2 Rozdział 12: Dlaczego?

  Krzyk dochodził z dołu. Nie zauważyłam nikogo, gdy tam biegłam; każdy wyjechał na weekend do rodziny. Przed drzwiami do pokoju braci Misterio zebrała się już mała grupka osób, wliczając w to samych chłopaków, Char, Victorię, Kevina, Maxa i Elodie. Krzyczała Char, Victoria wtulała się w Ryana, a Elodie w Matta. Kevin trzęsącą się ręką zamykał drzwi, a Max wyglądał, jakby miał puścić pawia. Cały zzieleniał na twarzy, jak reszta. Sam próbował uciszyć swoją dziewczynę, przytulając ją, lecz nie za wiele to dało.
  Innymi słowy: coś się stało. Coś niedobrego.
- O co chodzi? - zapytałam, podchodząc bliżej.
- Nie chcesz wiedzieć - odparł Kevin.
- Co się stało?! - powtórzyłam, podnosząc głos. - Czemu reszta nie wychodzi?! Dlaczego krzyczałaś, Char?!
  Jak na zawołanie, dziewczyna wydała z siebie odgłos przypominający chorego ptaka, a na policzkach Victorii i Elodie zobaczyłam łzy.
- Wszyscy... - zaczął Kevin. Zorientowałam się, że pozostali chłopcy nie są w stanie mówić. - Oni... Oni nie żyją.
  Spojrzałam po nich z niedowierzaniem. Co on wygadywał za głupstwa?! Jak to nie żyją?!
  Żeby przekonać się na własne oczy, sięgnęłam do drzwi, by je otworzyć. Kevin chwycił mnie za dłoń i wymamrotał:
- Nie wejdziesz tam.
- Jeszcze się przekonasz. Albo mnie puścisz, albo zacznij się żegnać ze swoją ręką - wycedziłam.
- Myślisz, że się ciebie boję? - zapytał, w cierpieniu zdobywając się na szczyptę ironii.
- Puść ją - wyszeptał przez zęby Matt. Cieszyłam się, że zapamiętał, że ze mną nie warto zadzierać.
  Kevin westchnął i razem z innymi odwrócił wzrok.
  Przede mną ukazała się scena, jak z horroru. I nie mówię tak dlatego, że to fajnie brzmi. Ciała leżały porozrzucane tak, jak poprzednio, więc nie mogłam się domyślić prawdy na pierwszy rzut oka. Ze smutkiem uświadomiłam sobie, że myślę, jak pospolity detektyw; nie przejmuję się osobami, tylko przestępstwem. Czas na smutek nadejdzie później.
  Podeszłam do pierwszego ciała, w którym rozpoznałam Connora i usłyszałam zamykane drzwi. Zamiast tego, co ujrzałam, wolałam już raczej zobaczyć rozszarpane zwłoki z narządami na zewnątrz. Podbiegłam do Casey, Richa, Davida, Jima, Martina i Lucasa. Wszędzie to samo. Tę zbrodnię mogły popełnić tylko dwie osoby.
- Zawołajcie Vincentego - rzekłam, stając w wejściu do pomieszczenia.
- Jestem - oznajmił mężczyzna sekundę później, wchodząc przez drzwi od salonu. - Co się stało?
  Nie wyglądał na zmartwionego. Wyglądał na kogoś, kto wcale nie wie, co się wydarzyło.
- Właśnie przed chwilą, pod twoim nosem, zamordowano siedmioro nastolatków, to się stało! - wrzasnęłam być może nieco zbyt histerycznie.
  Uniósł pytająco brwi. Odhaczyłam go na bardzo małej liście, widząc, że ma czarne oczy.
  Przepchnął się obok Maxa i mnie, wchodząc szybko do pokoju. Weszłam za nim, zamykając drzwi. Gospodarz podchodził do każdego ciała po kolei i patrzył zawsze w to samo miejsce - na szyję.
- Wiesz, że to mogłaś być ty? - zauważył odkrywczo, stając naprzeciwko i obserwując mnie uważnie.
  Nie zastanawiałam się nad tym, ale rzeczywiście. Vincent miał rację. To mogłam być ja.
- Czy oprócz Ericka podejrzewasz kogoś? - zapytałam cicho, nie odpowiadając na moje pytanie.
- Czy wiesz, że to mogłaś być ty?! - powtórzył z naciskiem.
- Eric nie mógłby mnie skrzywdzić - oznajmiłam z przekonaniem.
- Jesteś pewna?
- A czy ty jesteś pewny, że to Eric? Przecież równie dobrze, mógłby tu przyjść jakiś obcy wampir i ich zabić, a naturalnie cała wina spadłaby na Ericka.
- Bronisz go - stwierdził ze zdumieniem.
- Ja go nie bronię. Ja staram się tą sprawę wyjaśnić jak najbardziej racjonalnie, a ty mi w tym niestety nie pomagasz.
- Bo ja JESTEM przekonany, że to Eric!
  Zdusiłam w sobie ogromną chęć rąbnięcia go w twarz i po chwili mruknęłam:
- Zajmiemy się tym później. Teraz wymyślmy co powiemy reszcie.
- Sprawą to się zajmę ja. I nie mam pojęcia co powiemy innym.
  Przez minutę nie odzywaliśmy się do siebie. Pomysł, który wykwitł niespodziewanie w mojej głowie, był tak prosty i idealny, że aż klasnęłam z zachwytu.
- Czy nie prościej byłoby ich zapytać? - zaczęłam.
- O co? - Nie zrozumiał.
- Och... - żachnęłam się na jego niedomyślność. - Na początek zapytamy ich, co zobaczyli. Może poczuli odór rozkładających ciał, przez który zaraz nie będę mogła oddychać i na podstawie tego stwierdzili zgon.
  Vincent zastanowił się nad tym, co powiedziałam. W końcu zrobił zrezygnowaną minę i rzekł:
- Niech ci będzie. Ty do nich pójdziesz, a ja zadzwonię na policję. Im też trzeba będzie wcisnąć coś wiarygodnego.
  Pokiwałam głową i wyszłam z pokoju. Wtedy to nawet chłopcy uronili przynajmniej rzekę łez. Nie dziwiłam się im. Ja tych ludzi znałam za krótko, by za nimi płakać, ale doskonale wiedziałam co czują. Wiedziałam co się działo w ich umysłach. Wiedziałam co chcieli wtedy zrobić.
- Czy Vincent wie co się stało? - zapytał roztrzęsiony Kevin w imieniu całej grupy.
- Mam do was parę pytań. Musicie na nie odpowiedzieć, zanim przyjedzie policja. Jesteście w stanie?
  Tym razem to oni pokiwali głowami. Wzięłam głęboki oddech i spytałam:
- Które z was wstało jako pierwsze?
- Ja - odparł gardłowo Max.
- A kto zauważył, że oni nie żyją? - Wiem, że byłam bezlitosna, ale miałam nadzieję, że podniesie ich na duchu myśl, że ktoś tu jeszcze ma głowę na karku.
- Char - odpowiedział za dziewczynę Sam.
- Char, uspokój się. - Podeszłam do dziewczyny i położyłam jej dłoń na ramieniu. - Opowiedz mi, jak to było, dla własnego dobra. Dasz radę?
  Charlotte wytarła łzy w koszulę niczego nieświadomego Sama i pociągnęła mocno nosem.
- Dobrze. Pomogę ci.
- Dziękuję. - Naprawdę byłam wdzięczna.
- Wstałam, bo obudził mnie Max. Zasnęłam obok niego. Chciałam, żeby Casey, która jakimś sposobem usnęła na moich nogach, trochę się przesunęła. Wyjęłam nogi spod jej pleców, a ona bezwładnie klapnęła na podłogę. Zobaczyłam krew na jej sukience i zaczęłam krzyczeć. To obudziło resztę, a ciebie już nie zobaczyłam. Pozostali nie wstali i domyśliłam się, że też nie żyją.
- Na podstawie czego to stwierdziłaś? - Już prawie czułam ulgę.
- Nie oddychali - znów zaczęła płakać.
  Wiedziałam, że więcej z niej nie wyciągnę, ale o tak okazało się być o wiele lepiej, niż mogłoby.
- A wy? - zapytałam ich, pchana chęcią sprawdzenia wszystkiego.
- Tylko po krzyku Char - odpowiedział Kevin. - Wrzeszczała, że nie żyją, a my nie chcieliśmy przebywać w jednym pokoju z trupami.
- Dzięki.
  Weszłam z powrotem do pomieszczenia i mało nie zaczęłam skakać ze szczęścia. Vincent rozmawiał z policjantem, lecz już najwyraźniej kończył.
- Będą za pięć minut... Chyba dobrze ci poszło?
- Tak. Nic nie widzieli. Charlotte zobaczyła, że Casey się nie rusza, a pozostali nie oddychali. Idealnie. A ty co wymyśliłeś policji?
- Te dziury są zbyt widoczne, by je mogli przeoczyć. Na wstępie mogą przypuszczać, że zatruli się alkoholem. Poczekajmy na oficjalny werdykt.
- Poczekajmy? - zdziwiłam się. - Poczekajmy, siedząc na tyłku i nic nie robiąc? Dobrze się czujesz?
  Przecież nie mogłam w spokoju siedzieć i czekać na to, co powie policja. To mogło potrwać co najmniej miesiąc.
- Ty się w tą sprawę nie mieszaj - ostrzegł groźnym tonem.
- Tylko powiedz mi dlaczego.
- Bo możesz przez to zginąć! - zaczął się denerwować.
- To była jedna z bardzo wielu sytuacji, w których miałam okazję zginąć. Ale żyję! Eric nie chciał mnie zabić. Pod warunkiem, że to w ogóle był on.
- Czyli bierzesz taką opcję pod uwagę?
- Biorę też po uwagę opcję, że to byłeś ty - powiedziałam mściwie.
- Ja?! - wykrzyknął zdumiony.
- Nigdy nie widziałam prawdziwego kolor twoich oczu.
- No i co z tego? Gdybym to rzeczywiście był ja, miałyby one jakiś kolor, prawda?!
  Mój oddech przyśpieszył. Chciałam bronić Inmortala. W dalszym ciągu nie wierzyłam, że te okropieństwa mógł zrobić on.
- Jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać, że zrobił to Inmortal.
  Mocno zabolało mnie to, że zamiast "czy" powiedział "że".
- Eric tego nie zrobił - przekonywałam.
- Jaką masz pewność? Możemy się przekonać.
- Jak? - zapytałam. Każdy sposób był dobry, by dowieść jego niewinności.
- Zapytasz go.
- Co?! - krzyknęłam.
  Chyba go porąbało!
- Jeśli sądzisz, że przyzna mi się z własnej woli, to jesteś w błędzie! - wrzasnął.
- Ja się z nim nie spotkam!
  Kierowałam się w stronę drzwi. Miałam go dosyć.
- Czyli przyznajesz, że się go boisz?!
  Wyszłam, trzaskając drzwiami. Wciąż byłam wstrząśnięta rozmową, dlatego na pytanie Ryana "co się stało" odparłam bardzo niecenzurowanymi słowami.
  Poszłam do mojego pokoju. Marzyłam o tym, żeby to wszystko było kłamstwem. Nieprawdą. Złym snem. Czymkolwiek, co można przerwać.
  Tak, bałam się Inmortala. Kto by się go nie bał na moim miejscu? Nie mogłam i nie chciałam powiedzieć o tym Vincentowi. Ale nawet jeżeli był to Eric, nie zabił mnie. Nie chciał?
  Zaraz do pokoju wpadł gospodarz. Zdyszany i z przepraszającą miną.
- Sophio, przepraszam. Powinienem był pomyśleć, że nie będziesz się chciała z nim spotkać. Teraz też uważam, że to szalenie niebezpieczny pomysł. Poczekaj tu na mnie, załatwię sprawę z policją i porozmawiamy na spokojnie.
  Wyszedł i zamknął drzwi. Przekręciłam klucz. Nikt się tu nie dostanie i o to mi chodzi. Słowa Vincentego tylko utwierdziły mnie w poważnym przekonaniu.
~ Spotkajmy się. W moim pokoju.
  Nie odpowiedział.
  Przez chwilę stałam na środku pomieszczenia nie ruszając się, wstrzymując oddech i starając się powstrzymać bijące serce, które miało zamiar uciec. Bałam się. Ale wiedziałam też, że to słuszna decyzja.
  W momencie, gdy wskoczył przez okno, serce mi się uspokoiło. Albo raczej przestałam je czuć. Nie wykonałam żadnego ruchu. Pewnie dlatego, że strach wbił mnie w podłogę.
  Eric, niczego nieświadomy, podszedł do mnie i złapał w pasie, jak kiedyś. Co było złe dla mnie. Bo nagle zapragnęłam przeszłości. Niedalekiej przeszłości. Kiedy pochylił głowę, by mnie pocałować, odepchnęłam go z trudem. Wypuścił mnie z objęć, ale z nierozumiejącą miną zaczął się denerwować.
- Hej, mała, co się dzieje? - zapytał, próbując złapać moją rękę.
  Schowałam ją i odsunęłam się od niego najdalej, jak mogłam. Najpierw musiał mi to wszystko wytłumaczyć.
- Dlaczego ich pomordowałeś? - Nie, wciąż nie wierzyłam, że to on, ale inaczej nie powiedziałby mi prawdy.
  Wiedziałam, że zrozumiał. Widziałam to w jego krwistoczerwonych oczach. Nie mógłby mnie okłamać, nawet, gdyby chciał.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- A jak myślisz?! - W moim głosie na bank nie wyczuł litości.
- Dobra, dobra... Jeśli chcesz. - Założył ręce na kark i odwrócił wzrok. - Byłem wkurzony!
- I musiałeś się wyładować na siedmiu bezbronnych nastolatkach?! - Wrzasnęłam tylko dlatego, że tak bardzo uderzyła mnie okrutna prawda.
- Chciałem odegrać się na tobie!
- Co?! - Teraz do wściekłości dołączyło zdumienie.
- Mieliśmy się spotkać, zapomniałaś?!
- I tylko dlatego ich zabiłeś?! Nie mogłeś zabić MNIE, jeśli przeszkadza ci, że RAZ się z tobą nie spotkałam?! Margaret też nie przyszła na jedno spotkanie?!
  Wiedziałam, że ugodziłam w czuły punkt. Inmortal wytrzeszczył oczy.
- Skąd wiesz o Margaret? - zapytał szeptem.
- Z internetu. Technologia w ostatnich czasach bardzo się poprawiła - ironizowałam, wspominając jego własne słowa.
- Vincent ci powiedział - stwierdził.
- Nie zmieniaj tematu! Czemu zabiłeś ich, a nie mnie?!
  Podszedł do mnie. Wyciągnęłam rękę, ustalając granicę, której nie mógł przekroczyć.
- Jestem głodny.
- Raczej byłeś. Siedem osób, w tym każdy, powiedzmy, ma pięć litrów krwi. Ty wypiłeś, dajmy na to, cztery, więc razem wychodzi dwadzieścia osiem litrów. Masz niesamowicie pojemny żołądek.
  Złapał mnie za rękę.
- Jako, że jestem młodym wampirem, szybciej wszystko trawię.
- Posiliłeś się zaledwie trzy godziny temu. Nie mów mi, że znowu jesteś głodny, bo ci nie uwierzę.
  Zgiął moje ramię, przybliżając się, lecz nie odpowiadając na moje wnioski. Odezwał się kompletnie nie na temat:
- Pamiętasz tamtą noc?
  Podał tyle szczegółów, że dokładnie wiedziałam, o której nocy mówi. Matko, co za idiota.
- Tę noc, kiedy wykonałaś bardzo przyjemne zadanie.
  Żadne z jego zadań nie było przyjemne. Nie, chwila... Czy chodzi mu o pocałunek?
- Tak, o to. Czy pamiętasz wszystko, co się wtedy działo?
  Do czego on zmierza?
- Jeżeli tak, zapewne pamiętasz miły moment w szkole.
  To nie był miły moment.
- Powiedz w końcu o co ci chodzi! - zniecierpliwiłam się.
- Chodzi mi o to
  Błyskawicznym ruchem stanął za mną i przechylił moją głowę na bok, zgarniając włosy na lewą stronę i obnażając prawe ramię. Przynajmniej wyraził się jasno. Znów musiałam - tym razem na poważnie - przygotować się na najgorsze. Na własne oczy przekonałam się do czego był zdolny, a dla niego jeden trup więcej czy mniej nie robił różnicy.
  Usłyszałam świst. Już nie żyłam.
  Jednak zawsze pozostaje iskierka nadziei. Nie, nie chciałam się zbłaźnić, tylko ratować.
  W chwili, gdy myślał, że jestem bezbronna i poddam mu się z łatwością, poluźnił uścisk. Wykorzystałam to; wyrwałam mu się i wykonałam pięknego kopa w jego piszczel. Wiedząc, że Inmortal i tak nie poczuł bólu, rąbnęłam go z prawego sierpowego. Pobiegłam w kierunku okna, ale zatrzymałam się. Nie zebrało mi się na litość; chciałam poznać odpowiedzi na kilka pytań.
  Widząc, jak podnosi się na nogi z wściekłością, rzekłam:
- Zanim mnie zabijesz, odpowiesz na moje pytania.
- A co jeśli nie zechcę?
- Zacznę się drzeć.
  Podszedł do mnie z rozciętą wargą i rękoma zaciśniętymi w pięści.
- Świetnie. Dlaczego dopiero teraz chcesz mnie zabić?
- Bo uwielbiam widzieć w twoich oczach strach na mój widok - odparł otwarcie.
- Nie wolisz widzieć w nich coś, co widziałeś przez ostatnie dni?
- Mianowicie?
  Nie zamierzałam odpowiadać.
  Chwila nieuwagi wystarczyła, by znów zamienił się w nieczuły i lodowaty marmur.
- Dobrze, w takim razie powiedz, dlaczego nie posłuchałaś Vincentego?
- Chciałam znać prawdę.
- A jednak nie spotkałaś się po tym, jak nas przyłapał.
  Jak to przezabawnie brzmiało.
- Radzę ci się zastanowić, po której stronie stoisz.
  Mówił to tak, jakby chciał już iść. Ale ja nie chciałam.
  Rozległo się pukanie do drzwi i zniecierpliwiony głos Vincentego, który sprawił, że podskoczyłam.
  Eric zmrużył oczy i swobodnym ruchem wyskoczył przez okno.
______________
Baaaaaardzo przepraszam, za dwutygodniowe opóźnienie ;c Dwa tygodnie temu nie miałam neta, a tydzień temu musiałam na drugiego bloga wstawić rozdział ;c I przepraszam za pełno dialogów... Staczam się ;-;
Ale niedługo pojawią się długo oczekiwani Cullenowie ^^
I mam dla Was niespodziankę ^^ Pamiętacie jak wygląda nasz kochany Eric? <jeśli nie, oblookajcie w zakładce "Bohaterowie">. Niespodzianka jest tutaj. Kojarzycie tego pana? ;33

5 komentarzy:

  1. No nareszcie! :) Rozdział świetny, a informacja o tym, że niedługo Cullenowie się pojawią, tylko poprawia humor. Ale mam nadzieję, że motyw Erica będzie nadal się rozwijał. Życzę weny i czekam z niecierpliwością na dalszą kontynuację. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. TAAAK BĘDĄ CALLENOWIE :D cant wait :D ja tam erica jakoś nie lubiłam i nie lubie. i widze, ze miałaam rację ;p czekam na kolejnyyy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział megaaaa zarąbisty !!!!!! Bardzo mi się spodobał <3 Tak szczerze to nie mogłam się doczekać kiedy będzie nowy nn <3 Rozdział jest świetny! Prześwietny! Nic dodać nic ująć :D Czekam na kolejny i BŁAGAM dodaj go szybko! :D
    Pozdrawiam gorąco :**Niech wena będzie z TOBĄ!

    OdpowiedzUsuń
  4. hahaha... a ta jak zawsze, nic ją nie rusza. Ten twardy charakterek :D
    Co tam zabili siedem osób... Nic się nie stało... hahah :D
    Dziś się nie rozpisze, nie mam weny. Przepraszam. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta niespodzianka mi nic nie mówi XDD. Ale nie mogę się doczekać przyjazdu Cullenów *.* Strasznie jaram się Erickiem <3 Ja nie mam do Ciebie pretensji, bo rodział na drugiego bloga był super ;) Ja już za siebie nie mogę, a co dopiero, kiedy jeszcze Cullenowie dołączą :P OMG CZEKAM NA NASTĘPNY ;)
    Kc mordko <3 trzymaj się ;) /Jenna

    OdpowiedzUsuń